wtorek, 1 września 2015

Piątka.

*Marco*
Obudził mnie krzyk dziewczyny. Wyskoczyłem z łóżka jak poparzony i pobiegłem do sypialni,gdzie spała Tosia. To co tam zobaczyłem totalnie mnie zdziwiło. Dziewczyna siedziała na łóżku, chociaż stwierdzenie "siadziała" to za dużo powiedziane. Była cała roztrzęsiona i płakała. Podeszłem i przytuliłem ją,aby się trochę uspokoiła. Nie pomogło zaczęła jeszcze bardziej płakać.
- Tosia.- powiedziałem łagodnie,podnosząc jej twarz,aby spojrzała mi w oczy.- Co się stało?- nie mogłem pozwolić,aby płakała. Chciałem jej pomóc.
- To znowu mi się śniło.-powiedziała i zaczęła płakać.
-Ale, co?- tym ostatnim "wyznaniem" bardzo mnie zmartwiła. Bałem się,że tam w Polsce ktoś jej coś zrobił.
- Proszę nie naciskaj jak będę gotowa to Ci o tym opowiem.  Słowo, ale jak na razie nikt o tym nie wie.- powiedziała już spokojnie.
- Dobrze.-widząc,że się uspokoiła chciałem wyjść z pokoju.
- Marco,czekaj!- zawołała.  Odwróciłem się do niej.
-Tak?-spytałem.
-Możesz ze mną zostać,wiem że masz jutro mecz,ale jak jestem z Tobą to czuję się bezpieczna<3- podeszła i pocałowała mnie,czym mnie totalnie zdziwiła.
- No dobrze,zostanę ale pod jedym warunkiem. - uśmiechnąłem się zadziornie :D.
- Pod jakim?- spytała dziewczyna obdarzając mnie najpiękniejszym uśmiechem pod słońcem.
- Pojedziesz ze mną na mecz  :D. I założysz koszulkę z MOIM nazwiskiem, a nie z nazwiskiem tego idioty Durma  :D- odpowiedziałem wesoło.
- Tak jest szefie  :D-stanęła na baczność i zasalutowała jak w wojsku.
*Rano*
*Tośka*
Obudziłam się koło Marco. Spojrzałam na zegarek w telefonie 10:30,to oznaczało że za 1,5 godziny Marco musi być na boisku.
-Marco!-zaczęłam szarpać blondyna.
-Jeszcze pół godzinki, proszę.-powiedział odwracając się na drugi bok.
-Za pół godziny to ja mam ściąganie gipsu.  Wstawaj idioto! -tym razem zabrałam mu kołdrę.
- Co? To która jest godzina?-krzyknął
- No 10:40- powiedziałam rozbawiona jego miną.
- Jezus, Maria!- zerwał się z łóżka i wybiegł z pokoju.
Postanowiłam się ubrać od razu na mecz,żeby nie tracić czasu.  Właśnie szukałam mojej koszulki z nazwiskiem "Durm",gdy do pokoju wszedł Marco.
- Przepraszam-zapukał Marco przyglądając się mi dokładnie.
- Reus! Ty zboczeńcu! -zakryłam się moją 'Dortmundzką" bluzą.
- No,co!- podniósł ręce w geście obrony. - Przyniosłem Ci koszulkę,którą masz założyć na mecz.
- O dziękuję,ale ja mam w torbie swoją z nazwiskiem mojego kochanego kuzyna. - powiedziałam szukając w torbie koszulki.
- No, ale wczoraj obiecałaś mi założyć koszulkę z moim nazwiskiem. - przypomniał mi o swoim wczorajszym warunku  :D
- No dobrze :D- Założyłam koszulkę z numerem "11" i wiadomym nazwiskiem  :'D
- Jestem gotowa! - oznajmiłam piłkarzowi wchodząc do salonu.
- No,no!-powiedział z uznaniem. - Czy zechciałaby Pani zrobić sobie ze mną zdjęcie?-spytał piłkarz wyciągając telefon.
- No dobrze  :D.-zgodziłam się.
W drodze do samochodu sprawdziłam insta,fb i tak dalej. I co zobaczyłam,że Marco wrzucił naszą wspólną fotkę  :D
-Reus! Debilu, zabije Cię!-powiedziałam spoglądając na piłlarza.
- A, to niby dlaczego?.-spytał z miną niewiniontka.
- Dlatego.-pokazałam mu zdjęcie.
- Przecież wyszłaś bardzo ładnie. :D-powiedział unosząc do góry ręce w geście obrony.
- No tak,ale teraz cały świat myśli,że jestem Twoją dziewczyną.-zaśmiałam się do blondyna.
- Na jakiej niby podstawie? -zapytał rozbawiony całą tą sytuacją: D.
-"Z moją księżniczką 👑. Z nią na trybunach mamy pewne zwycięstwo 👌"- przeczytałam na głos opis piłkarza.
-Jesteśmy na miejscu. Widzimy się po meczu w szatni.-powiedział otwierając mi drzwi.
- Taaak. Jasne.Wejdę do szatni, w której przebiera się ponad 20 facetów.-uśmiechnęłam się do piłkarza.
- Pff..spokojnie nie ma lepszego ode mnie  :')-ruszył w stronę stadionu.
-Marco!-zawołałam.
-Tak?-odwrócił się.
- Powodzenia <3 Uważaj na siebie. -podbiegłam do piłkarza i przytuliłam się do niego.
-Dzięki.-odpowiedział przytulając mnie mocniej: )
- Kocham Cię.-powiedziałam patrząc mu w oczy.
W odpowiedzi mnie pocałował. Zrobił to tak delikatnie a za razem namiętnie,że ledwo co ustałam na nogach: D
- Ja Ciebie też  <3!-krzyknął biegnąć w stronę sztni.
Udałam się na trybuny. Mecz się rozpoczął...
*******************************
Siemka <3!
Jestem i daje wam kolejny rozdzial <3
Mial byc szybciej ale bylam u cioci a tam brak wifi  :'(!
Komentujcie *,*
Pozdrawiam: 3

1 komentarz: