piątek, 20 listopada 2015

Ósemka.

*Tośka*
-Kochanie otworzysz?!-zawołał z łazienki Marco.
-Pewnie:D!-odkrzyknęłam idąc w stronę drzwi.
-Cześć,piękna:3!-przywitał mnie Piszczu.
-Cześć,bestio:')!-przytuliłam chłopaka na powitanie.-A gdzie żona?-spytałam,licząc na to,że w końcu poznam Ewę.
-W domu siedzi dzieci pilnuje. Taka w końcu jej rola.-roześmiał się Polak.
- Dzieci? Czy my o czymś nie wiemy?^^-powiedział Marco wychodząc z łazienki.
-Cześć,Reus!-przywitał go obrońca.-Ty jeszcze wiele o mnie nie wiesz:'). -Oj,Piszczek...Tajemniczy jesteś.-zaśmiałam się otwierając drzwi reszcie chłopkaów.
*Marco*
Impreza się rozkręciła. Widać,że Tośka świetnie rozumie się z chłopakami. Tylko tak smutno patrzy na Mario. Muszę od nich wyciągnąć, co jest na rzeczy.
-To,co gramy? :D-spytałem unosząc w ręce pustą butelkę.
-Pewnie:D!-krzyknęli wszyscy chórem.
-Ja kręcę pierwszy.-zapowiedział napity Piszczek.
Zakręcił. Butelka zatrzymała się na Mario. -Pytanko czy wyzwanko,przyjacielu?-spytał wyraźnie zadowolony Piszczek.
- Znasz mnie dobrze Łukasz, i doskonale wiesz,że od Ciebie wyzwań nie biorę.-odpowiedział Mario.
-Hmmm...-zastanawiał się Polak.
-No szybciej!-ponaglił go Durm.
-Cicho! Nie widzisz, że Łukasz myśli! Zanim coś wymyśli to Ajax 3 razy wygra ligę!-zaśmiałem się.
-Dobra,mam.-oznajmił Polak.- Jeżeli Tośka byłaby wolna i poznałbyś ją szybciej niż Marco, starałbyś się o to,aby być jej chłopakiem?- Zapytał dumny.
 -Nie musisz używać trybu przypuszczającego. My z Tosią znamy się bardzo dobrze, prawda?-spytał patrząc w stronę dziewczyny.
*Tośka*
Po tej odpowiedzi Mario zrobiło mi się gorąco, czyli on wszystko pamięta. Chce wszystko wyjawić Marco, a ta odpowiedź tylko to podtwierdziła.
-Yyy..tak.-powiedziałam wstając.
- Kochanie,co się stało?-spytał zatroskany Marco.
On jest taki opiekuńczy. Nie mogę pozwolić,aby moja przeszłość to zepsuła.
- Nic,po prostu muszę do łazienki.-ściśnęłam jego dłoń.
-Dobrze.-widocznie mu ulżyło.
W łazience zamknęłam się na klucz i zaczęłam płakać. Dlaczego akurat teraz,gdy w końcu jestem w mieście,które kocham z ludźmi, którzy są dla mnie jak rodzina,którą dotąd zastępywał mi Klimek, moja cholerna przeszłość musi wrócić? Co ja takiego zrobiłam? Dlaczego ja? Wstałam,podeszłam do lustra i porawiłam makijaż. Impreza się skończyła. Postanowiliśmy z Marco odprowadzić Piszczka i Aubę, bo reszta pojechała z trzeźwym Durm'em. W parku Łukaszowi odbiło, dosłownie :')!
Piłkarz zaczął gonić Aube krzycząc:
-Pierrie,kochany! Kocham Cię! Chcę być z Tobą do końca mych dni.!:'))
- Łukasz idioto! Ja mam dziecko!-krzyknął Gabończyk.
-Wychowamy je razem- zaczął tłumaczyć się Piszczek :')
- Dobra,Łukasz do domu!- na całe szczęście z mieszkania wyszła Ewa i doprowadzila męża do porządku.
*****************
Cześć,wszystkim :D!
Mam nadzieję,że to wyżej się podoba :')!
Liczę na Wasze komentarze :3
Pozdrawiam ;3

środa, 4 listopada 2015

Siódemka.

*Tośka*
Obudziłam się koło Marco. Chyba czas do tego się przyzwyczaić :'). Spojrzałam na zegarek. No tak znowu zaspaliśmy.
-Marco.- powiedziałam budząc piłkarza.- Musisz wstawać jak nie chcesz biegać karnych kółeczek na treningu.- zaśmiałam się widząc jego minę.
-A mogę dzisiaj nie iśc na trening? Proooszę.-powiedział patrząc na mnie z miną smutnego sczeniaczka.
- Normalnie jak z dzieckiem :')!- rzuciłam w niego poduszką. -A jakbym zabrała się z Tobą-uśmiechnęłam się na widok piłkarza schodzącego z łóżka.
- Za 5 minut przy samochodzie-rzucił i poszedł się szykować.
Jak się okazało te jego 5 minut równa się z 10 :D. No,ale w końcu wyszedł z domu. Spojrzałam na zegarek.
- Spóźniłeś się Reus.- powiedziałam wskazując na tarczę zegarka.
- Wybacz.-powiedział całując mnie w usta. -Ale musiałem zrobić się na bóstwo-zaśmiał się wskazując na swoją idelaną fryzurę.
- Hahahah-zaśmiałamsię.
-Wsiadaj :)- powiedział Marco otwierając mi drzwi.
Droga minęła nam bardzo wesoło. Marco opowiadał mi o życiu Borussii w szatni czy na trenigach.
- Smutno to tam nie macie.- podsumowałam wszystkie opowieści piłkarza.
- Widzimy się na murawie.-powiedział i zniknął w szatni.
*Marco*
- Cześć,wszystkim :D!-zawołałem wchodząc do szatni.
- Oooo jest i nasz zakochany.- przywitał mnie Piszczek.
- A ty skąd o tym wiesz?-spytałem zdziwiony,bo jak narazie o dziewczynie wiedział tylko Erik i Mario.
-Mam swoich informatorów-powiedział podając mi gazetę. Na pierwszej stronie widniało zdjęcie moje i Tosi.
- Cholera.- zaklnęłem pod nosem.- Już po moim spokoju.
- Panowie! Ile można się przebierać?- krzyknął trener otwierając drzwi.- Na treningu nie potrzebny wam makijaż-zaśmiał się patrząc na Hummels'a nakładającego krem ochronny.- Raz,dwa na boisko!-krzyknął.
Opuściliśmy szatnie śmiejąc się z naszego "twardego" kapitana.

Trening niczym nie różnił się od innych,aż do momentu gry.
-Trenerze.-podeszłem do Tuchel'a.- Czy może zagrać z nami Tośka?-spytałem patrząc w stronę trybun, gdzie siedziała Polka.
- Dobrze.- uśmiechnął się przywołując dziewczynę na murawę.
Podzeliliśmy się na dwie drużyny. Moja składała się ze mnie, Auby, Mario i Mats'a. W drugiej byli Tosia, Piszczu, Durm i Ilkay. Tosia grała jak zawodowy piłkarz!
*Tośka*
- Dziewczyno :D! W sobotę grasz za Marco :')-podszedl do mnie Mats.
- Jeśli chodzi o mnie to nie mam nic przeciwko:')-zaśmiał się trener. A wy chłopaki?-zapytał patrząc w stronę piłkarzy.
- Jesteśmy za :D!- krzyknęli chórem.
- Pff..To ja przechodzę do Bayern'u- zawołał oburzony Marco.
- Nawet się nie waż!-zagroziłam.
- No, Marco ideał Ci się trafił :)!- zaśmiał się Piszczek.
- Święte słowa.-poparł przyjaciela Auba.
-Ej, nie zapomnijcie,że to moja dziewczyna.- krzyknął Marco podkreślając przed ostatnie słowo.
-Jaka dziewczyna?!-oburzyłam się.- Z tego co mi wiadomo jeszcze mnie nie pytałeś o chodzenie.-roześmiałam się.
- Nie dobrze Reus,nie dobrze.- powiedział dotąd milczący Erik.
- A więc proszę o uwagę!-krzyknął piłkarz tak,że wszyscy przechodnie stanęli i zaczęli się na nas patrzeć.- Antonino, czy uczyniłabyś mi tę przyjemność i została moją dziewczyną?-mówiąc to klęknął na kolano.
- No wiesz,co po Tobie spodziewałam się więcej. No,ale ujdzie.-zaśmiałam się.
- To tak czy nie?-spytał z uśmiechem piłkarz.
- Tak :D!-krzyknęłam i pocałowałam Marco. A reszta drużyny zaczęła bić nam brawo.
- To co impreza z tej okazji?- spytał milczący dzisaj Götze.
- Trenerze prosimy.-zawołali na komendę Auba z Ilkay'em.
- Nie zawsze Reus znajduje sobie dziewczynę.- zawołał Piszczek. Po tych słowach wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- Piszczeeeek! Już nie żyjesz!- zawołał Marco goniąc obrońcę.
- No proszę jescze byście pobiegali?-pyta z uśmiechem trener.
-Niee!- od razu się zatrzymali i powrócili do nas :D.
- To jak z tą imprezą?-spytał ponownie Mario.
- No dobrze. Widzimy się w środę na treningu.-uśmiechnął sie Tuchel.
- Dzię-ku-je-my :D- zawołali jak dzieci w przedszkolu.
- To co 20:40 u nas?-spytałam.
- Okej.- zgodzili się piłkarze.
- Do zobaczenia!-pożegnaliśmy się z wszystkimi i udaliśmy się do domu.
************************************
Cześć kochani :D!
Przepraszam za brak obecność,ale szkoła itd.
Co do tego wyżej to mi się podoba :)!
Ale to wy oceniacie :D!
Czytasz=komentujesz=motywujesz
Pozdrawiam ;3

środa, 14 października 2015

Szóstka.

                Istota wspomnień polega na tym, że nic nie przemija...

*Tośka*
Po meczu postanowiłam pójść do szatni i pogratulować Marco i Erikowi zwycięstwa. Pod szatnią spotkałam Piszczka, który na mój widok uśmiechnął się i powiedział:
- Ty, pewnie to Tosia. Lepiej tam wejdź,bo Marco powiedział, że nigdzie się nie ruszy, póki tam nie wejdziesz.- zaśmiał się Polak .
- Raz się żyje -odpowiedziałam z uśmiechem.
-Powodzenia :D!- ponownie się uśmiechnął.
- Dziękuję, Łukasz :')- powiedziałam i weszłam do szatni.
Po przekroczeniu progu i zamknięciu drzwi. Stanęłam jak wryta. Kogo jak kogo,ale jego się tutaj spodziewałam,ale nie byłam świadoma,że wszystko wróci.
-Cześć :)! Mario jestem :D-wyszczerzył się brunet.
- Cześć. Tośka.-podałam mu rękę,wymuszając uśmiech.
-Ej,kochanie co się stało?- spytał Marco przytulając mnie.
- Nic takiego,tylko boli mnie trochę głowa. Możemy już wracać do domu?-spytałam patrząc mu w oczy.
- Pewnie :D! Chciałem zaprosić Mario,ale skoro się źle czujesz to przełożymy wizytę.-powiedział patrząc na przyjaciela.
- Jeśli o mnie chodzi to nie ma problemu.-powiedział Mario.
- Cześć. Miło było poznać :)-pożegnałam się z dortmundzką "10" i wyszłam z szatni.
- Nara stary :D!-krzyknął Marco i wyszedł z szatni.
Po kilku krokach przyciągnął mnie do siebie i pocałował.
*Marco*
-Nie mogłem się powstrzymać,od momentu kiedy weszłaś do szatni <3-uśmiechnęłem się zadziornie .
- Marco! Nie przy ludziach :')!-mówiąc to wskazała dziennikarzy czekających na wywiady.
- Oj tam,i tak nic nie widzieli :D Mats ich zajmie.-złapałem ją za rękę,i zaczeliśmy biec do auta. Wsiedliśmy do niego w mgnieniu oka i ruszyliśmy w stronę domu.
- Kochanie,co się stało?.-po chwili ciszy postanowiłem zapytać o to, co nie daje mi spokoju od początku.
- Marco,naprawdę nic mi nie jest.-uśmiechnęła się do mnie.
- Matke oszukasz,ojca oszukasz,ale Reus'a nie oszukasz :')-zaśmiałem się.-Więc mów o co chodzi z Tobą i Mario.
- Nic. Naprawdę. Po prostu na żywo jest jeszcze przystojniejszy,niż w telewizji.-zaśmiałam się :D.
- Osz Ty :D! Jędzo! Za kare śpisz dzisiaj sama.-powiedziałem szukając kluczy od domu.
- Tylko, wiesz,że to kara bardzej dla Ciebie niż dla mnie.-odpowiedziała całując mnie.
- Kusisz Murańka,kusisz :3- powiedziałem przygryzając dolną wargę.
- Wiem Reus,wiem. :3-ponownie mnie pocałowała,tym razem rozpinając mi koszulę.
- Hmmm. I co ja mam z Tobą zrobić dziewczyno :D?-uśmiechnęłem się biorąc ją na ręce.
- Ożenić :'))-zażartowała.
- Może kiedyś :D-powiedziałem, ściągając z niej koszulkę. Już miałem zacząć ją całować,gdy się zerwała i powiedziała:
- Marco,kocham Cię,ale nie mogę. Przepraszam.-powiedziała i zaczęła płakać.
-Ej, Tosia nie płacz nic się nie stało. Jeśli nie jesteś gotowa to ja poczekam,bo Cię kocham i będę zawsze <3-przytuliłem dziewczynę.
-Dziękuję<3-powiedziała i zasnęła,przytulona do mnie.
************************************
Cześć Wam wszystkim :3
Przepraszam,za to na górze,wiem nie jest jakieś supi no ale bywa :/
Przepraszam,że musieliście tyle czekać,ale moja wena była na wakacjach :') i dopiero wróciła :')!
Liczę na komentarze <3
Pozdrawiam ;3

wtorek, 1 września 2015

Piątka.

*Marco*
Obudził mnie krzyk dziewczyny. Wyskoczyłem z łóżka jak poparzony i pobiegłem do sypialni,gdzie spała Tosia. To co tam zobaczyłem totalnie mnie zdziwiło. Dziewczyna siedziała na łóżku, chociaż stwierdzenie "siadziała" to za dużo powiedziane. Była cała roztrzęsiona i płakała. Podeszłem i przytuliłem ją,aby się trochę uspokoiła. Nie pomogło zaczęła jeszcze bardziej płakać.
- Tosia.- powiedziałem łagodnie,podnosząc jej twarz,aby spojrzała mi w oczy.- Co się stało?- nie mogłem pozwolić,aby płakała. Chciałem jej pomóc.
- To znowu mi się śniło.-powiedziała i zaczęła płakać.
-Ale, co?- tym ostatnim "wyznaniem" bardzo mnie zmartwiła. Bałem się,że tam w Polsce ktoś jej coś zrobił.
- Proszę nie naciskaj jak będę gotowa to Ci o tym opowiem.  Słowo, ale jak na razie nikt o tym nie wie.- powiedziała już spokojnie.
- Dobrze.-widząc,że się uspokoiła chciałem wyjść z pokoju.
- Marco,czekaj!- zawołała.  Odwróciłem się do niej.
-Tak?-spytałem.
-Możesz ze mną zostać,wiem że masz jutro mecz,ale jak jestem z Tobą to czuję się bezpieczna<3- podeszła i pocałowała mnie,czym mnie totalnie zdziwiła.
- No dobrze,zostanę ale pod jedym warunkiem. - uśmiechnąłem się zadziornie :D.
- Pod jakim?- spytała dziewczyna obdarzając mnie najpiękniejszym uśmiechem pod słońcem.
- Pojedziesz ze mną na mecz  :D. I założysz koszulkę z MOIM nazwiskiem, a nie z nazwiskiem tego idioty Durma  :D- odpowiedziałem wesoło.
- Tak jest szefie  :D-stanęła na baczność i zasalutowała jak w wojsku.
*Rano*
*Tośka*
Obudziłam się koło Marco. Spojrzałam na zegarek w telefonie 10:30,to oznaczało że za 1,5 godziny Marco musi być na boisku.
-Marco!-zaczęłam szarpać blondyna.
-Jeszcze pół godzinki, proszę.-powiedział odwracając się na drugi bok.
-Za pół godziny to ja mam ściąganie gipsu.  Wstawaj idioto! -tym razem zabrałam mu kołdrę.
- Co? To która jest godzina?-krzyknął
- No 10:40- powiedziałam rozbawiona jego miną.
- Jezus, Maria!- zerwał się z łóżka i wybiegł z pokoju.
Postanowiłam się ubrać od razu na mecz,żeby nie tracić czasu.  Właśnie szukałam mojej koszulki z nazwiskiem "Durm",gdy do pokoju wszedł Marco.
- Przepraszam-zapukał Marco przyglądając się mi dokładnie.
- Reus! Ty zboczeńcu! -zakryłam się moją 'Dortmundzką" bluzą.
- No,co!- podniósł ręce w geście obrony. - Przyniosłem Ci koszulkę,którą masz założyć na mecz.
- O dziękuję,ale ja mam w torbie swoją z nazwiskiem mojego kochanego kuzyna. - powiedziałam szukając w torbie koszulki.
- No, ale wczoraj obiecałaś mi założyć koszulkę z moim nazwiskiem. - przypomniał mi o swoim wczorajszym warunku  :D
- No dobrze :D- Założyłam koszulkę z numerem "11" i wiadomym nazwiskiem  :'D
- Jestem gotowa! - oznajmiłam piłkarzowi wchodząc do salonu.
- No,no!-powiedział z uznaniem. - Czy zechciałaby Pani zrobić sobie ze mną zdjęcie?-spytał piłkarz wyciągając telefon.
- No dobrze  :D.-zgodziłam się.
W drodze do samochodu sprawdziłam insta,fb i tak dalej. I co zobaczyłam,że Marco wrzucił naszą wspólną fotkę  :D
-Reus! Debilu, zabije Cię!-powiedziałam spoglądając na piłlarza.
- A, to niby dlaczego?.-spytał z miną niewiniontka.
- Dlatego.-pokazałam mu zdjęcie.
- Przecież wyszłaś bardzo ładnie. :D-powiedział unosząc do góry ręce w geście obrony.
- No tak,ale teraz cały świat myśli,że jestem Twoją dziewczyną.-zaśmiałam się do blondyna.
- Na jakiej niby podstawie? -zapytał rozbawiony całą tą sytuacją: D.
-"Z moją księżniczką 👑. Z nią na trybunach mamy pewne zwycięstwo 👌"- przeczytałam na głos opis piłkarza.
-Jesteśmy na miejscu. Widzimy się po meczu w szatni.-powiedział otwierając mi drzwi.
- Taaak. Jasne.Wejdę do szatni, w której przebiera się ponad 20 facetów.-uśmiechnęłam się do piłkarza.
- Pff..spokojnie nie ma lepszego ode mnie  :')-ruszył w stronę stadionu.
-Marco!-zawołałam.
-Tak?-odwrócił się.
- Powodzenia <3 Uważaj na siebie. -podbiegłam do piłkarza i przytuliłam się do niego.
-Dzięki.-odpowiedział przytulając mnie mocniej: )
- Kocham Cię.-powiedziałam patrząc mu w oczy.
W odpowiedzi mnie pocałował. Zrobił to tak delikatnie a za razem namiętnie,że ledwo co ustałam na nogach: D
- Ja Ciebie też  <3!-krzyknął biegnąć w stronę sztni.
Udałam się na trybuny. Mecz się rozpoczął...
*******************************
Siemka <3!
Jestem i daje wam kolejny rozdzial <3
Mial byc szybciej ale bylam u cioci a tam brak wifi  :'(!
Komentujcie *,*
Pozdrawiam: 3

czwartek, 13 sierpnia 2015

Czwórka.

-Erik!- chciałam podbiec do obrońcy,ale moja złamana noga mi to uniemożliwiała.
- Tosia! - Piłkarz domyślił się moich zamiarów i podbiegł do mnie przytulając mnie z całej siły.
- Ej! Spokojnie,bo mnie jeszcze udusisz! - zaśmiałam się.
W tym momencie wrócił Marco.
- To widzę,że zdążyliście już się poznać.- powiedział szorstko,co nas zdziwiło.
- Tak. Jakieś 19 lat temu  :D- odpowiedziałam z uśmiechem.
- Marco,przedstawiam Ci moją sławną "zaginioną" kuzynkę z Polski.- zaśmiał się Erik,wskazując na mnie z rozbawieniem w oczach.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś, jak pytałem o rodzinę w Dortmundzie,że Durm to Twój kuzyn?  Zawiózłbym Cię do niego. - Tym razem głos zabrała Dortmundzka "11".
- Z tych wszystkich emocji jakie mi dostarczyłeś, zapomniałam.- poraz kolejny podczas tej rozmowy zaśmiałam się.
- Dobrze wybaczam Ci,ale tylko ten jeden jedyny raz. - Powiedział "poważnie " Marco, chociaż po chwili wybuchnął śmiechem .
- Antosia wiesz, że zabrałbym Cię do siebie,ale po pierwsze nie będę Cię woził po mieście ze złamaną nogą ,a po drugie mój dom nie jest gotowy na odwiedziny jeśli chodzi o porządek.- Po tych słowach cała nasza trójka zaczęła się śmiać. Mało brakowało a Erik zacząłby się tarzać po podłodze w salonie.
- Więc ,Marco mój drogi przyjacielu, czy zechciałbyś zaopiekować się tutaj obecną Polką?- powiedział poważnym tonem Niemiec.
- A co Ty taki poważny się zrobiłeś jakbyś w sądzie zeznawał?- powiedział zaczepnie pomocnik.
- Tak jakoś wyszło.- odpowiedział już zwykłym, zabawnym tonem 22-latek.
-Ale nadal nie otrzymałem odpowiedzi.
- Hmm...- Marco udawał, że się zastanawia.  - Mieszkanie z taką piękną dziewczyną pod dachem.  I Ja miałbym się nie zgodzić?! Oj Durm,Durm przecież mnie znasz. Mógłbym Ci nawet dopłacić  :')!- Poruszył zabawnie brwiami, czym doprowadził mnie do łez szczęścia.
Gdy już się opanowałam zabrałam głos.
-Czy zamierzacie spytać MNIE o zdanie,kto Wam powiedział, że chcę tutaj zostać?- udałam obrażoną.
- Tosiu,czy uczynisz mi ten zaszczyt i...-Marco  nie zdążył dokończyć,bo  mu przerwałam.
- Marco zrozum naprawdę mi się podobasz ,ale czy to aby nie za wcześnie na oświadczyny? - wybuchłam śmiechem z Erik'iem widząc zdziwioną i "urażoną " minę Reus'a.
- Nie! Jak mogłaś mi to zrobić! Zrujnowałaś mi życie  :')- ledwo dokończył zdanie a po chwili śmiał się już z nami.
- Ale mogę z Tobą zamieszkać ^^- również poruszyłam brwiami.
- Dobra, zadowala mnie to... Narazie - zaśmiał się Marco.
- Hola,Hola! - krzyknął Erik. - Ja też mam coś do powiedzenia, więc zarządzam znany mi z Tośką "Regulamin" z dzieciństwa. - Powiedział z uśmiechem satysfakcji Erik. - To ja już lecę do siebie.- oznajmił wstając z kanapy.
- Trzymaj się młoda,  jak już wyzdrowiejesz to zabierzemy Cię z Marco na trening, żeby sprawdzić, czy nadal jesteś tak utalentowana sportowo. - Przytulił mnie na pożegnanie.
- Marco trzymaj się od niej daleko, bo jak nie to zobaczysz - pogroził mu pięścią,  wyraźnie rozbawiony miną przyjaciela.
- Dobra spadaj już. - Marco odprowadził Erika do drzwi.
* Marco*
- O, co chodzi z tym regulaminem?  - zawołałem z korytarza.
- Nic ważnego.- odkrzyknęła dziewczyna.
- Mów mi zaraz,bo jak nie to wyciągnę to z Ciebie siłą.- wizyta Erik'a wprowadziła mnie w świetny humor.
- Dobra,poddaję się - brunetka uniosła ręce w geście obronnym.
- To tłumacz. - uśmiechnęłem się.
- Od kąd pamiętam Erik był dla mnie jak drugi starszy brat.  Kiedyś jak nas odwiedził to akurat szłam na randkę. Erik miał mnie kryć, ale zgodził się pod warunkiem, że się nie będziemy całować,przytulać i tak dalej.  Ale zapomniał o jedym małym szczególe naszej umowy. - Tośka uśmiechnęła się zadziornie.
- Mianowicie?- przyznam, że w tamtym momencie obudziła się we mnie jeszcze większa nadzieja  :D!
- Umowa jest ważna tylko w godzinach od 9:00 do 10:30 .- dziewczyna zaczęła się śmiać.
- Pff..Taki regulamin mi pasuje.  Przecież w tych godzinach mam trening :'). - Przytuliłem dziewczynę.
- Jestem padnięta idę spać.  - oznajmiła.
- Słodkich snów,księżniczko - pocałowałem ją w czoło.
- Nawzajem, księciu  :')).- po tych słowach poszła do swojej sypialni .
Zanim usnęłem obiecałem sobie, że nie pozwolę,aby ktoś ją kiedykolwiek skrzywdził.. i że będę zawsze, gdy będzie mnie potrzebowała i nie tylko.  ***********************************
Hej *-*
Witam Was z kolejnym rozdziałem. Jestem z niego zadowolona  :D
Jeszcze tak długiego tutaj nie było <3
Dziękuję za komentarze pod poprzednim postem  :3
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Miłego dnia, kochani <3
Pozdrawiam :3!

wtorek, 14 lipca 2015

Trójka.

*Tośka*
Obudziłam się o 12:30. Chciałam odezwać się do brata, ale jak tylko wzięłam telefon okazało się, że bateria padła. Złośliwość rzeczy martwych, jak to mawia Klimek.  Odnalazłam ładowarkę i czym prędzej podłączyłam telefon,  po czym zaraz go włączyłam.
Ujrzałam 30 nieodebranych połączeń.  Po jednym od taty i mamy,  reszta od skoczka.  Musiałam oddzwonić, bo napewno strasznie się o mnie martwi.
Odebrał po dwóch sygnałach, co było dziwne bo powinien mieć teraz trening.
- No hej, staruchu: )-przywitałam go bardzo ciepło.
- Jezu Tosiula!  Jak dobrze, że nic Ci nie jest.  Nie masz pojęcia jak się martwiliśmy...
- Martwiliśmy?  Nie wkręcaj mi kitu,  że nasi kochani rodzice,  się o mnie martwią....
- Nie chodziło mi o Kamila.
- Jeju *-* To Stoch wiedział,  że wylatuję.?
- Tak i był smutny,  że nie zdążył się z Tobą pożegnać.
- To go pozdrów i powiedz, że jest najlepszy   :D
- Ej, a ja to co? - oburzył się
- Ty jesteś idealnym bratem  :3
- Dobra młoda ja kończę,sama wiesz jaki jest trener  .
- Pa.  Całusy .- po tych słowach rozłączyłam.się.
Szybko się ubrałam i zeszłam na dół, miałam nadzieję,  że piłkarz jest na treningu. Miałam zamiar usmażyć nam naleśniki ^^. Na stole w kuchni zobaczyłam kartkę napisaną przez dortmundzką "11"
" Jestem na treningu,  wrócę o 13:00 Jak będziesz głodna to w lodówce masz kanapki. Marco  :D" Spojrzałam na zegarek na ścianie widniała na nim 12:50 Nie mam szans na zrobienie tych naleśników. Właśnie miałam iść na górę, gdy usłyszałam otwieranie drzwi. Byłam pewna, że to Marco.  Do domu wszedł....
---------------------------------------------------
Witam  :3
Zostwiam was z kolejnym rozdziałem  :D Mam nadzieję,  że się spodoba nie jest jakoś zaskakująco długi, ale bywa  :D
Pozdrawiam  <3

środa, 1 lipca 2015

Dwójka

*Marco*
Na ławce zobaczyłem 20-sto letnią  dziewczynę, która podziwiała mój drugi dom -SIP.  Postanowiłem zagadać,  gdy usiadłem obok niej, nawet nie spojrzała na mnie, tylko zaczęła uciekać. Nie wiem dlaczego, ale ruszyłem za nią.  Coś mi mówiło,że nie mogę jej samej zostawić.  Gdy tak biegła, w pewnym momencie się przewróciła,na moje oko wyglądało to na złamanie. Podbiegłem do niej jak  najprędzej, aby jej pomóc.  Ona jednak mnie odepchała.
* Tośka *
- Zostaw mnie!-krzyknęłam przez napływające Do oczu łzy.
- Zostawię,ale muszę być pewny, że nic Ci nie jest.- Powiedział uśmiechając się delikatnie,  byłam pewna, że gdzieś już widziałam ten uśmiech.
- To patrz.-mówiąc to wstałam i spróbowałam odejść, ale po kilku centymetrach "wędrówki" upadłam.
- Chyba jesteś na mnie skazana. Chodź zawiozę Cię do lekarza, musi to obejrzeć. - mówiąc to podnióśł mnie i zaczął iść w kierunku auta.
- A tak w ogóle jestem Marco.  A Ty?
- Antonina - odpowiedziałam z pełną powagą,. Co prawda nie nawidziłam jak ktoś tak do mnie mówił, ale czego się nie robi dla spokoju.
- Żartujesz? - spytał nie przestając się śmiać .
- Nie jestem,  poważna jak nigdy.
- A, więc Antonio...  czy życzysz sobie, aby powiadomić kogoś z twojej rodziny?
- Nie jestem tu sama,  brat i rodzice zostali w Polsce .
- Ooo.. to teraz się mnie nie pozbędziesz do końca pobytu w Dortmundzie, Antoniono nie ma jakiegoś zdrobnienia od tego jakże długiego imienia?
- Ależ oczywiście że jest.
- A czy powiesz mi jak ono brzmi?
- Kunegunda - odpowiedziałam płacząc ze śmiechu  :') Mina Marco nie do opisania
- Hahaha. - zaśmiał się z wielką ironią.  A takie prawdziwe?
- Tośka,  Tosia.
- Tosia bardziej do Ciebie pasuje :3
- Skoro tak uważasz,  Ja tam wole zwariowaną Tośkę  :D.
- Jesteśmy Na miejscu - zakomunikował
- Przecież to nie szpital, to jakaś villa  :)
- To nie villa tylko mój dom lekarz zaraz przyjedzie.
- Co? Jaki lekarz?
- No lekarz Borussii Dortmund xd
- Dziękuję bardzo xd
W tym momencie zabrzmiał  dzwonek do drzwi.
- Otworzę, a Ty się połóż- rozkazał Marco.
- Tak jest szefie  :)
Po chwili do pokoju wszedł piłkarz i lekarz  ( tak wiem to zdanie jest bez sensu)
- Łohoho.. czyżby nowa dziewczyna. - Spojrzał na Marco i dziwnie poruszył brwiami  .
- Nie. - odpowiedzieliśmy w tym samym czasie.
Okazało się, że mam złamaną nogę  :/
No to super początek wakacji a ja nie mogę się ruszyć . Jutro zadzwonię do Klimka bo dzisiaj nie mam siły
- Marco.?
-Tak.
- Mogę u Ciebie przenocować?
- Pewnie, jak się nie boisz ze Cię zgwałce ^^- uśmiechnął się szeroko
- Nawet się nie waż.! - Pogroziłam mu palcem.
-
Zaprowadził mnie do sypialni i wyszedł
-Marco?
- Tak.
.-Dobranoc
- Miłych snów Tosiu.
***************
Witam wszystkich  :3!
Czarno widzę tego bloga, ale cóż wy to oceńcie  :D Miłego dnia  <3